czwartek, 30 kwietnia 2015

paryski szyk z odrobiną nonszalancji






Jak bym mogła zabrać ze sobą do Paryża tylko jeden zestaw ubrań, to zdecydowanie byłaby to biała koszula, luźne spodnie, wygodne buty, coś na grzbiet i torebka, w której zmieści się coś więcej nić portfel i komórka. Co prawda Paryż na tych zdjęciach jest tylko w mojej głowie, a za mną widzicie wielki błękit, Bałtyk i piasek, ale taki zestaw pasował mi idealnie do tego słońca, do mojego nastroju i do okazji (Lany Poniedziałek).

Taki minimalistyczny look z odrobiną nonszalacji (podwinięte nogawki spodni i brooksy) bardzo mi pasuje do tego wykreowanego w magazynach paryskiego szyku. W rzeczywistości paryżanki ubierają się bardzo zwyczajnie. A im dalej od centrum, tym gorzej. Moda tak jak gastronomia w Paryżu rządzi się prawami miejsca. Za cenę kawy w Szóstej Dzielnicy można zjeść lunch w Dwunastej. Dobrze ubrane paryżanki spotkasz w Marais, ale w Barbes królują jedynie turbany i haremki. Chyba trochę Marais zostało w moim sercu i przywiozłam go ze sobą nad Bałtyk. W końcu żyje się tylko raz, nawet za cenę wywiania wszystkich komórek mózgowych.

Do zobaczenia


Ewa









spodnie, okulary - zara
brooksy - tkmaxx
marynarka - ralph lauren
zegarek - michael kors
bransoletka - pandora
torebka - no name

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

wielki błękit i trochę folkloru



Już prawie zapomniałam, że święta spędziliśmy nad Bałtykiem. Ale jak widzę te zdjęcia i przypomnę sobie to światło tamtego dnia, mam ochotę biec na pociąg i spędzić w nim nawet 8 godzin, żeby tylko poczuć na sobie to obezwładniające uczucie błogości. Tyle życia można zgromadzić w kilka chwil, prawie tyle, żeby starczyło do następnego razu. Do następnego załamania pogody w mojej głowie.

Nie ma w tym zestawie nic z nowinek modowych, nie znajdziecie tego poncza w żadnym sklepie. Lumpeksowe znalezisko, niewątpliwie wełniane, szyte prawdopodobnie w jednym egzemplarzu bo niektóre ściegi są ręczne. Urzekło mnie swoją infantylnością. Tymi dosłownymi kwiatkami, tym małym kapturkiem i ręcznym wykonaniem. Nie wiem dlaczego, ale czasami kicz pociąga mnie na równi z minimalizmem. Szukałam więc dla niego idealnego minimalnego tła i myślę, że znalazłam. Molo w Kołobrzegu pięknie uwydatniło to folkowe cudo.

Jak się Wam podoba?

Do zobaczenia

Ewa








Photos by Stand Up Fashion

ponczo - sh/bigastyl
golf - benetton
spodnie - diesel
buty, torba - venezia
okulary - zara

środa, 22 kwietnia 2015

Wielkanoc nad Bałtykiem




„Należę do osób, które czytają raczej wolno. 
Czytam powoli linijka po linijce. 
Nie przeszkadza mi to, lubię się rozkoszować tekstem”
H. Murakami „ Kawka nad morzem”

Tak jest też ze mną, tylko, że ja rozciągam tę przypadłość  zaletę na wiele czynności. „Najlepiej wychodzi ci spanie” – wtrącił by pewnie Mójcion. No fakt, trudno się nie zgodzić, że w objęciach Morfeusza czuję się tak, jakbym ułożyła się w łożu z mchu, paproci i czarów. Celebruję każdą minutę snu, i przeciągam nieprzyzwoicie powrót do rzeczywistości.

Wielkanoc spędziliśmy w Kołobrzegu i miałam kolejną okazję do rozkoszowania się, w tym wypadku lista jest bardzo długa, ale najbardziej, najbardziej do rozkoszowania się wiatrem. Cieszyłam się jak dziecko na myśl o wywianiu mnie na wszystkie cztery strony świata. Bałtyk mnie nie zawiódł, nigdzie nie wieje tak pięknie jak tam. Kto z Was był w Kołobrzegu to wie, że można wybrać trzy drogi spacerowania „nad morzem”. Można chodzić po parku, słuchając szumu morza i celebrować widoki raz na 500 metrów. Idziesz sobie, szumią drzewa, biegacze prężą łydki, kiedy nagle zza drzew wyłania się kawałek wielkiej wody. W tej wersji wiatr jest łaskawy i czasami wydaje się, że Bałtyk jest łagodny jak baranek. Wersja nie dla mnie.

W wersji pośredniej spacerując promenadą, komfortowo stąpając po kostce brukowej (można nawet założyć szpilki, zdjąć czapkę i rozmawiać bez konieczności krzyczenia do siebie), morze towarzyszy nam przez cały czas w odległości 20 metrów. Co prawda jest jak na Krupówkach 1 maja, ale jak się wysilisz i zignorujesz 39 osób na 1 metrze kwadratowym i uda Ci się nie wpaść pod rower, to możesz powiedzieć, że zaliczyłeś spacer nad morzem.

Ja wybieram zawsze full opcję. Uwielbiam Bałtyk w najbliższej możliwej wersji. Najlepiej boso w wodzie. Przypomniałam sobie jak bardzo mi tego brakowało, kiedy piasek wdzierał mi się beztrosko w uszy, a po ułożonych włosach nie został nawet ślad. Szum w głowie był tak duży, że trzeba było szukać swoich myśli pośród tego wiatru. Łzy w oczach od soli w powietrzu i ze szczęścia, że można być tak blisko żywiołu. Prawie dotknąć tej wielkiej siły, cieszyć się z każdego policzka od wiatru, każdego liźnięcia słoną wodą. To była pełnia szczęścia, plaża tylko dla najodważniejszych. Nieliczne jednostki musiały się dociążać, żeby nie zostać wywianym. Mieć codziennie taki widok, to wydaje się wręcz nierzeczywiste. Potraficie to docenić wybrańcy losu?

Do zobaczenia


Ewa










kaszmirowy płaszcz, sweter - sh Bigastyle
spodnie, koszula - next
buty - venezia
zegarek - michael kors
rękawiczki - wittchen
okulary - zara
kolczyki - h&m

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

podkład mineralny i korektor - era minerals - recenzja





Do kosmetyków mineralnych zapałałam miłością odwzajemnioną już dosyć dawno temu. W świat minerałów wkręciłam się za sprawą podkładu mineralnego Lily Lolo. Wracam do niego za każdym razem latem. Powiem Wam za chwilę dlaczego.
Dzisiaj mam dla Was recenzję podkładu mineralnego i korektora marki Era Minerals. Jeśli nigdy nie miałyście kontaktu z produktami mineralnymi to z ręką na sercu zachęcam Was do spróbowania. To świetna opcja dla młodych dziewczyn, które nie mają za dużo do ukrycia, a zależy im na naturalności, albo również dla nieco starszych (sic!) na przykład na wakacje.

Podkład i korektor od Era Minerals testuję już prawie miesiąc. Myślę, że mogę się już wypowiedzieć w paru kwestiach na ich temat.

Ale najpierw to co mówi producent na ich temat:

„Kosmetyki mineralne dzięki naturalnym składnikom, pozwalają skórze oddychać i przyczyniają się do poprawy jej kondycji. Naturalny skład, pozbawiony silikonów, parabenów i konserwantów jest szczególnie istotny dla kobiet posiadających problematyczną cerę, ze skłonnością do alergii oraz poddającym się różnego typu inwazyjnym zabiegom kosmetycznym.

Kolejnym ich atutem jest wysoka bariera ochronna SPF 50, zawarte w podkładach mineralnych zapewnia najwyższe zabezpieczenie przed promieniowaniem UVA i UVB. 

Szeroka gama minerałów absorbuje nadmierne wydzielanie sebum, maskuje niedoskonałości, opóźnia procesy starzenia, regeneruje cerę oraz łagodzi podrażnienia i stany zapalne.”

Dla mnie największą zaletą, która niestety jest też wadą podkładu jest jego lekkość. Poniżej więcej o co mi chodzi w recenzji. No i nie można przejść obojętnie obok zapewnienia że podkład ma filtry ochronne przed UVA i UVB - 50 SPF 50! Który podkład w płynie zapewnia taką ochronę?

Recenzja:

Podkład Mineralny Era Minerals Flawless Nude Light 323
Dla cery mieszanej i tłustej.

Skład:

Titanium Dioxide (CI 77891), Mica (CI 77019), Zinc Oxide (CI 77947), Allantoin. May Contain (+/-): Iron Oxides (CI 77489, CI 77491, CI 77492, CI 77499).

Waga: 7g

Cena : 109 zł

Opakowanie: W estetycznym plastykowym pojemniku z sitkiem.

Aplikacja:
Ja wybrałam do nakładania podkładu pędzel również tej firmy typu kabuki. Ma sysntetyczne bardzo delikatne włosie i prezentuje się bardzo elegancko. Razem z tym podkładem tworzą zgrany duet, chociaż ja wolę aplikację pędzlem typu flat top – jest bardziej zwarty i łatwiej się go aplikuje. Myślę, że ten pędzel sprawdzi się idealnie przy aplikacji pudru i bronzera, ale przy nanoszeniu podkładu, włosie za bardzo się poddaje (jest zbyt miękkie) i przez to aplikacja jest trudniejsza. Moja cera daleka jest od doskonałości dlatego muszę się namachać żeby ogarnąć tematJ.

Noszenie:
Nosi się go świetnie, nie mam się do czego przyczepić, wygląda bardzo naturalnie, niestety krycie ma niewielkie i wytrzymuje jakieś 6 godzin, może odrobinę dłużej. I tu dochodzimy do sedna dlaczego latem? No właśnie dlatego, że latem niespodzianki na twarzy naturalnie się chowają pod wpływem słońca i nie trzeba tak wielu rzeczy tuszować. Poza tym nie potrzeba już stosować pudru (choć producent zaleca dla utrwalenia), bo wykończenie jest idealnie matowe. Jest jeszcze jedna zaleta stosowania latem – woda, wiatr, piasek. Co chwila coś się dzieje, gdzieś idziemy, pływamy, opalamy się, biegamy itd. Ciągle narażone na promieniowanie UV, a tutaj filtr SPF 50 daje nam ochronę prawie całkowitą. To na prawdę duża zaleta.

Ocena: 5/6

Korektor mineralny Full Cover Ivory 101

Skład:

Mica (CI 77019), Zinc Oxide (CI 77947). May Contain (+/-): Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77489, CI 77491, CI 77492, CI 77499), Chromium Oxide Greens (CI 77288).

Waga: 1g

Cena: 39,00 zł

Opakowanie: Malutki estetyczny słoiczek z sitkiem

Aplikacja:

Pierwszy raz pracowałam z korektorem mineralnym o konsystencji proszku. Nie jest to proste zadanie i jednocześnie dużo bardziej czasochłonne. Wymaga sporego zaangażowania i umiejętności. Nie do końca się chyba zrozumieliśmy, ale miałam też utrudnione zadanie bo niestety kolor, który wybrałam okazał się zbyt jasny. Korektor nakładałam płaskim pędzelkiem do korektora z syntetycznego włosia.

Noszenie:

Krycie średnie, trwałość zadawalająca.
Ocena korektora bez podkładu jest tak naprawdę bez sensu więc powiem Wam jak sobie radzą w duecie. Prawdopodobnie radzili by sobie lepiej gdybym kolor korektora miała o dwa tony ciemniejszy, niestety po nałożeniu podkładu nadal widać było jaśniejsze miejsca po korektorze, co zmuszało mnie do nakładania kolejnej warstwy podkładu, a tego chciałam uniknąć. Jednak uważam, że byłoby to naprawdę udane zestawienie, podnoszące walory kryjące podkładu, nie ujmując naturalności z efektu końcowego.


Ocena: 3/6


Podsumowując temat: Minerały latem to strzał w 10. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do minerałów. Więcej informacji i porad kosmetycznych znajdziecie na stronie Era Minerals.

Do zobaczenia

Ewa


poniedziałek, 30 marca 2015

spacer po parku w Pszczynie





Park w Pszczynie to jedno z mich ulubionych miejsc na spacery.  Wiąże się  z nim wiele wspaniałych wspomnień, tutaj przyjeżdżaliśmy  na pikniki jeszcze jako narzeczeni, tutaj mieliśmy naszą sesję ślubną.  Nasze dzieci  też chętnie tu przyjeżdżają, bo oprócz ogromnej przestrzeni do zabawy jest też zagroda żubrów i mały skansen.  Pawie chodzą swobodnie po całym skansenie i można poczuć się przez chwilę bardzo dworsko. Prawdziwą perełką parku jest jednak zamek. Wspaniale zachowany i odrestaurowany zachował swoje oryginalne wyposarzenie w 80 %. To naprawdę niewiarygodne, biorąc pod uwagę, że od 1945 roku po wkroczeniu Armii Czerwonej pełnił rolę szpitala. Zachowały się nawet oryginalne lustra z sali lustrzanej  - największe i najpiękniejsze w Europie. Warto tam przyjechać choćby tylko dla tej sali. Mam nadzieję, że już niedługo Wam pokażę kilka zdjęć z wnętrz zamku.

Tymczasem dzisiaj honory pełni Julka w stylizacji prawie całkowicie lumpeksowej. Kożuszek świetnie sprawdził się nie tylko jesienią ale również  wiosną, dzianinowa sukienka z górą w paski wyszperana za 1 zł, szalik pożyczony od Wiktora, tylko kozaki z Zary.
Mam nadzieję, że się Wam podoba.

Do zobaczenia

Ewa










środa, 25 marca 2015

DIY- zrób to sam - abażur w kształcie diamentu




Dzisiejszy post z serii „Zrób to sam” mam nadzieję, zainspiruje Was do zrobienia własnych przestrzennych konstrukcji, nie tylko spełniających funkcję  osłony  żarówki, ale również w innych zastosowaniach. Takie „konstrukcje” świetnie się nadają do tłumaczenia zawiłości geometrii, do sufitowych dekoracji czy nawet ozdób bożonarodzeniowych.

Materiały:

·         10 dowolnych słomek ( ja użyłam papierowych)
·         Sznurek lub żyłka
·         Linijka
·         Nożyczki

Wykonanie:

Łączymy ze sobą 5 słomek ( długość dobieracie w zależności od tego jak duży abażur chcecie mieć), przepuszczając przez nie sznurek, tak jak na zdjęciu. Następnie dodajemy do nich kolejne słomki, które utworzą nam podstawę naszego ostrosłupa. Do wierzchołków podstawy ostrosłupa dowiązujemy kolejne sznureczki, a łączenia (supełki) chowamy w słomkach. Łączymy razem ze sobą i zawiązujemy na kablu wokół żarówki. Banalnie proste!

Mam nadzieję, że pomysł się Wam spodobał i choć trochę Was zainspirowałam.

Do zobaczenia

Ewa












Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...