piątek, 3 lipca 2015

czarna maxi dress i ramoneska



Dzisiaj będzie krótko, ale treściwie.

Po pierwsze pochwalę się, że ta stylizacja wygrała konkurs na Silesia Bazar, a w następnym poście przedstawię Wam krótką relacja z targów mody i designu w Spodku podczas którego odbywał się ten konkurs. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze fajniej i więcej wystawców.

Po drugie sukienka, która zrobiła całą robotę w tej stylizacji od Depare stała się szybko moją ulubioną, tym bardziej, że jak przystało na sukienkę idealną nie gniecie się wcale.

Po trzecie, pewnie nie uwierzycie, ale pierwsze zdjęcia robiliśmy w deszczu, po minucie słońce grzało już jak przystało na koniec czerwca, a po dwóch można się było już opalać.

Po czwarte, moje wakacje zaczynają się w poniedziałek i już nie mogę się doczekać ! Jadę z moją ferajną w moje ukochane Bieszczady! Obawiam się, że zasięgu nie będzie, planuję zaprzyjaźnić się z gołębiami pocztowymi.

Po piąte, przypominam Wam o konkursie, w którym możecie wygrać  dowolne okulary od Optopro do 299 zł TUTAJ!!!

Po szóste ja idę wyjmować walizki z piwnicy, a Wam życzę  wspaniałych niezapomnianych wakacji  gdziekolwiek jedziecie, spędźcie je tak jak sobie wymarzyliście!!!

Do zobaczenia


Ewa














sukienka - depare
okulary - optopro
pasek, kopertówka - sh
szpilki - jessca simpson/tk maxx
ramoneska - sienna de luca
pierścionek - pandora
zegarek - michael kors

poniedziałek, 29 czerwca 2015

słońcem prosto w twarz


Nie, nie jestem jeszcze na wakacjachJJJ, choć zdjęcia wprowadzają może trochę w mazurskie klimaty. Jednak to tak naprawdę mały zalew w Sosnowcu z widokiem na wieżowce. Mójcion zawsze stara się jak może oddać to co najlepsze z miejsca, w którym jesteśmy. Jestem z niego dumna, jest coraz lepszym fotografem. Czasami nasze robienie zdjęć przypomina kłótnie kochanków z przerysowaną gestykulacją i podniesionym głosem po mojej i z próbą okiełznania niezadowolenia po stronie Mójciona, ale efekt końcowy zadowala ostatecznie obie strony. Czasami chyba wyglądamy jak kłócący się Javier Bardem i Penélope Cruz na jednaj z uliczek Barcelony, prosto wyjęci z uwielbianego przez nas filmu Vicky, Cristina BacelonaJJJ.

No dobra, ale czas wrócić do tematu wakacyjnego i pełni lata. Na początku lata jakoś tak się dzieje, że przegapiam jego pierwszy tydzień, a później budzę się z odrętwienia, że mamy już upały, a ja nie mam okularów przeciwsłonecznych. To długa i skomplikowana historia z tymi okularami. Mam bowiem niezaprzeczalny talent do ich gubienia, do nadeptywania na nie, albo do robienia sobie poduszki z torebki, w której to moje ulubione okulary właśnie się znajdują bez etui. W samochodzie wożę takie właśnie niedobitki okularowe. Z połamanymi nogami, czasami nawet kompletnie bez jednej nogi. W nagłych słonecznych sytuacjach się przydają, kiedy już naprawdę nic nie widzę z powodu świecącego prosto w twarz słońca. Przynajmniej było tak do niedawna. Dopóki nie dostałam od Optopro kolejnej pary (pierwszą zabrał mi Mójcion z powodu, który zaraz Wam opiszę).

Teraz jestem szczęśliwą posiadaczką najlepszych okularów przeciwsłonecznych ever. Nie rozstaję się z nimi wcale, a szczególnie w samochodzie. Podejrzewacie mnie pewnie teraz o zbyt wybujałą reklamę rzeczonych okularów. Naprawdę nie rozczulałabym się tak nad nimi gdyby nie były warte mówienia o nich. Szkła mają po prosty obłędne, mam wrażenie, że jak je noszę świat staje się wyraźniejszy, słońce jest moim przyjacielem, a nie wrogiem, a oczy nie męczą się nawet po kilku godzinach noszenia.

Ten kto nosi okulary korekcyjne na co dzień, pewnie wie o czym mówię. Ja ma wersję z przyciemnianymi szkłami w 80 % koloru brązowego. Poprzednie możecie zobaczyć TUTAJ (te które mi zwinął Mójcion) miały szkła w kolorze szarym (te bardziej nadają się do jazdy samochodem).

Pewnie dziwicie się po co się tak rozwodzę nad nimi. No bo mam dla Was niespodziankę!

Od dzisiaj rejestrując się na stronie Optopro możecie je wygrać! Dowolne okulary z dowolnymi szkłami i oprawkami warte 299zł.

Oto krótka lista co trzeba zrobić:

1.   Wejdź na stronę Optopro, zarejestruj się odpowiadając na jedno krótkie pytanie tak lub nie TUTAJ
2.   Polub mnie na Facebooku TUTAJ
3.   Udostępnij post konkursowy na swojej tablicy publicznie TEN
4.   Konkurs trwa od dzisiaj do 19 lipca do godziny 24.00
5. Spośród zarejestrowanych na Optopro osób i spełniających powyższe warunki wylosujemy zwycięzcę, który otrzyma dowolną parę do 299 zł.
6.  POWODZENIA!!!!

Do zobaczenia

Ewa













koszula, kardigan - sh
spodnie - reserved
kurtka - sienna de luca
torebka - diverse
buty - zign/zalando
zegarek - michael kors

piątek, 19 czerwca 2015

perfect black cocktail dress



Moje narzekanie na brak czasu weszło mi już chyba w rutynę. Oczywiście bardzo tego w sobie nie lubię, tego narzekactwa, ale prawda jest taka, że kiepsko  radzę sobie z przyswojeniem podstawowego faktu: Nie dam rady zrobić wszystkiego co sobie zaplanowałam.

Wolałabym, żeby dziś było wczoraj, a jutro nadeszło o kilka godzin za późno, ale nie będzie mi chyba dane dostąpić czasów kiedy czas będzie można sobie kupić. Dużo  bym za to dała. Nie dlatego, że mając prawie cztery dekady na karku czuję się z tym zupełnie niepogodzona, ale dlatego, żeby go spożytkować do ostatniej minuty, do ostatniej zjedzonej w czerwcu truskawki, do ostatniego tchu.

Cóż  by to był za prezent od losu, kiedy podchodzi do ciebie dobra wróżka i wręcza dodatkowe  godziny zabawy podczas najwspanialszej imprezy w roku.  Albo kiedy w ostatni dzień wakacji dowiadujesz się, że potrwają jeszcze tydzień? Domagam się zwrotu przynajmniej kilku godzin z mojego dnia! Spożytkuję je bardzo, ale to bardzo egoistycznie. Żeby poczuć się znowu tak jak na tych zdjęciach: wyjątkowo, bez pośpiechu, rozmarzona. Taki idealny dzień w bajkowej  sukience.

Nie jest to mój codzienny wygląd, ale raz na jakiś czas kobieta dla swojego zdrowia psychicznego, powinna czuć się (wygląd to drugorzędna i indywidualna sprawa) jak Księżna Windsoru. Czego sobie i Wam życzę jak najczęściej.

Do zobaczenia

Ewa









sukienka  - chi chi london
buty - badura
torebka - letycja
pierścionek - bydziubeka

wtorek, 9 czerwca 2015

country style czyli stajenny look



Zaczął się czerwiec i to od razu z grubej rury. I za nic sobie ma moje na niego nieprzygotowanie. Stosy letnich ubrań gdzieś tam w czeluściach szafy czekają na odświeżenie. A ja czekam aż czerwiec dobiegnie końca. Czekam lipca jak spragniona dżdżu uschnięta na wiór trawa. Porównywanie się do trawy może nie jest zbyt romantyczne, ale w tej chwili od romantyzmu jestem tak daleko jak to tylko możliwe.

Czym jest czerwiec dla nauczyciela wie tylko ten, kto sam nim jest. Co tu dużo opowiadać, siedzę po uszy w robocie papierkowej zamykającej rok szkolny. Od pół roku już siedzę w przygotowaniu największego projektu modowego na południu Polski dla osób niepełnosprawnych we współpracy z MUZEUM Śląskim, a droga do jego końca jeszcze przed nami bardzo długa. Do tego porwałam się w końcówce maja na organizację Wojewódzkiej Olimpiady Korekcyjnej dla szkół specjalnych.

Do tego wszystko wskazuje na to, że nie z własnej woli wkraczam z rozmachem w szereg „Nie całkiem” Perfekcyjnych Pań Domu z całym szacunkiem dla wszystkich członkiń. Mójcion twierdzi, że niedługo w naszej sypialni powstanie Mont Everest z ubrań do prasowania. Złośliwiec śmieje się, że na niektórych szczytach (góry ubrań do prasowania) jest już 3 stopień zagrożenia lawinowego. Ja opracowuję system odzyskiwania „prawie wyprasowanych” ubrań z podstawy góry.  Niestety idzie mi kiepsko, dzieci też tak twierdzą, co martwi mnie najbardziej. Wczoraj udało mi się zmniejszyć ich wysokość n.p.m. o jakieś kilka metrów, co poprawiło mi humor niestety tylko połowicznie. Oczywiście Mójcion ani dzieciaki nawet nie zauważyły poczynionych postępów…

Pocieszę więc siebie stajennymi zdjęciami z prawdziwymi końskimi pięknościami.

Zestaw stajenny, jak ja go nazywam, został skomponowany w minutę. Dzieciaki nie mogły się doczekać porannego karmienia koni, więc pospieszały mnie jak tylko to one potrafią. A ja ze zdjęciami musiałam się wkomponować między poranne jazdy i najedzone końskie brzuchy. Kilka minut sam na sam w stajni udało nam się jednak znaleźć. Kurtkę ukradłam Mójcionowi - uwielbiam ją. Gdyby nie była odrobinę za duża, kradłabym ją częściej.

Miłego oglądania

Do zobaczenia

Ewa












koszula, biały top - sh
spodnie - mango
buty - gino -rossi
kapelusz - vintage
kurtka  - hm man (stara kolekcja)
okulary - optopro
zegarek -  michael kors

poniedziałek, 18 maja 2015

marzenia z dzieciństwa





Spełnianie marzeń z dzieciństwa jest jedną z najwspanialszych rzeczy na świecie

Nie pamiętam kiedy moja fascynacja końmi się zaczęła. Chyba pod koniec podstawówki, może siódma klasa. Pamiętam, że w tajemnicy przed mamą w nocy narysowałam wielkiego konia na swojej szarej tapecie w pokoju, byłam przekonana, że nieźle mi się oberwie. Podświadomie chyba liczyłam na jakiś odzew. Nawet burę, byleby ktoś zapytał. Moje nieudolne próby komunikowania swoich marzeń na ścianie w pokoju zauważone zostały dopiero po tygodniu. Żadnego komentarza, żadnych krzyków, że mam to zedrzeć, zamalować tudzież coś z tym zrobić… Nikt nie pytał dlaczego, o co chodzi, po co to zrobiłaś. Ja nie mówiłam, nie prosiłam… Ta żałosna próba powiedzenia o swoich marzeniach została na tej ścianie aż do studiów.

Przez kilka lat zdarzyła się tylko jedna okazja podczas obozu młodzieżowego w Bieszczadach, kiedy kilka razy dosiadałam konie Huculskie bez siodła. To były najpiękniejsze wakacje w moim nastoletnim życiu. Wszystko było nowe, wszystko było pierwsze. Pierwszy raz w Bieszczadach, pierwsza noc w stodole, pierwsza praca, którą sobie sama załatwiłam i wybłagałam od rodziców żeby na nią pozwolili. Pierwsza noc pod gwiazdami, pierwszy kłus na oklep, pierwsza miłość, która została w sercu już na zawsze. Bieszczady.

Z marzeniami tak to bywa, że czasami są tak bardzo wyraźne, że każde o nich myślenie powoduje rozdzierający ból w piersiach. Wtedy tęskniłam już nie tylko do gładkiej sierści i głuchego odgłosu kopyt oraz zapachu stajni. Tęskniłam za Bieszczadami. Tęskniłam za dzikim życiem i za czymś co trudno jest zwerbalizować. Wolnością?

W Bieszczady wracałam od tamtej pory wielokrotnie, niestety nigdy nie było mi po drodze żeby wrócić też na koński grzbiet. Marzenie z dzieciństwa trochę się przykurzyło, aż do momentu, kiedy to Mójcion postanowił, że majówkę spędzimy na wsi.

Na początku nie byłam świadoma, że ten wyjazd skończy się tym, że moje dzieci praktycznie „zamieszkają w stajni”, a ja będę mogła spełnić swoje marzenie z dzieciństwa. Co tu dużo mówić, mam nadzieję, że zdjęcia oddadzą klimat i piękno tego miejsca i jego mieszkańców.

Antonielów jest malowniczo położoną wsią wśród łąk i lasów. Poprzecinana pięknymi trasami rowerowymi i biegowymi. Stajnia Ostoja, gdzie się zatrzymaliśmy na te kilka dni, to taka wisienka na torcie. Każdy z jej mieszkańców zasługuje na osobną historię, ale to co jest dla mnie najważniejsze, to w jaki sposób są tutaj traktowane konie. Nie wiem czy jest jakieś powiedzenie łączące związek konia z jego właścicielem, ale dla mnie pasuje tutaj idealnie powiedzenie „Jaki właściciel, taki koń”. A uwierzcie mi Pan Piotr jest uosobieniem spokoju.

Zostawiam Was w takim razie ze zdjęciami z naszej bardzo udanej majówki.

Do zobaczenia

Ewa






















Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...