środa, 17 września 2014

Wieża Eiffla - czyli za pan brat z Żelazną Damą


Raz do roku z Mójcionem wyjeżdżamy na tydzień do miasta, które chcielibyśmy poznać. W tym roku wybraliśmy Paryż. Ja debiutantka, Mójcion po raz drugi. Mam nadzieję, że cieszycie się, że kilka zakątków Paryża odkryję razem z Wami i podzielę się subiektywnym spojrzeniem na stolicę mody.

Wieża Eiffla to prawdopodobnie najczęściej odwiedzane miejsce Paryża. Powiem szczerze, że oczywiście ma swój urok i nie wyobrażałam sobie będąc w Paryżu przez tydzień żeby jej nie odwiedzić. W sumie to jest nawet bardzo mało prawdopodobne, bo zawsze gdzieś, w którymś miejscu na horyzoncie zamajaczy i przypomni o tym, że Paryż bez niej nie byłby tym samym Paryżem. Zawsze ciekawił mnie jej fenomen i dlaczego 7 tysięcy ton żelaza stało się symbolem piękna i romantyzmu.

Najbardziej zadziwił mnie nie jej majestat i smukłość, bo tego można było się spodziewać, ale kolor. Przegapiłam informację, że wieża obecnie ma kolor ciemnego brązu. Z daleka wydaje się czarna albo grafitowa. Z bliska to niezbyt ładny odcień brudnego brązu, który podobno został specjalnie dobrany, zarezerwowany tylko dla tej smukłej piękności i opatentowany. W założeniu ma pasować do paryskich murów i koloru dachów. W rzeczywistości kojarzy się z… kupą:):):). Ze wszystkich kolorów jakie wieża już miała (czarny, grafitowy, czerwono- brązowy, a nawet żółty), ten jest chyba najmniej trafiony. Pociesza fakt, że w rzeczywistości widać go tylko z bliska, a następne malowanie w 2016 roku!:)

Już nie pamiętam, którego dnia weszliśmy na wieżę, bo nie mieliśmy zaplanowanego każdego dnia, nie rezerwowaliśmy żadnych biletów, nie kupowaliśmy karnetów, ani biletów zbiorczych. W domu przed samym wyjazdem sprawdziliśmy tylko kilka informacji, które przydadzą się nam w podróży i podczas zwiedzania. A dzisiaj ja chciałam się z Wami podzielić naszymi wrażeniami, zdjęciami i kilkoma praktycznymi radami i informacjami, które ułatwią Wam zwiedzanie wieży Eiffla.
  1. Bilety na wieżę Eiffla na wjazd windą można kupić przez Internet na ich oficjalnej stronie TUTAJ. Pamiętać musicie jednak, że trzeba je kupić z dużym wyprzedzeniem (najlepiej pół roku wcześniej). Najszybciej sprzedają się te na godziny wieczorne w okolicach zachodu słońca. Kto by nie chciał oglądać zachodu słońca z Wieży Eiffla?
  2. Można kupić bilety również na jednej z kilkudziesięciu stron firm turystycznych, ale opcja taka jest droższa o średnio 2-10 Euro, ale za to jest możliwe, że znajdziecie dogodny dla siebie termin no i można kupić bilet z opcją kolacji lub innymi atrakcjami np. 3 godzinnym zwiedzaniem Paryża z przewodnikiem.
  3.  Wieża Eiffla składa się z trzech poziomów dostępnych dla turystów za pomocą 9 wind i schodów ukrytych w metalowych filarach wspierających wieżę. Pierwszy poziom na wysokości 57 m (360 stopni), drugiego (jeszcze dodatkowych 359 stopni) i trzeciego, na wysokości 276 metrów.
  4. Trzeci poziom jest dostępny wyłącznie za pomocą windy, w tej smukłej iglicy nie ma już miejsca na schody, które ze względów bezpieczeństwa musiałby być w dwóch osobnych klatkach schodowych, do wejścia i do zejścia.
  5. Na samym dole przy głównych filarach znajduje się punkt informacyjny, poczta i toalety oraz trzy kasy. Dla indywidualnych turystów do wejścia na schody, dla grup i dla turystów chcących wjechać windą.
  6. Nie jest konieczne kupowanie biletów w przedsprzedaży. Kolejka do biletów w opcji wspinaczki o własnych siłach nie jest taka długa. My byliśmy tam w lipcu więc w miesiącu bardzo obleganym i staliśmy około 15 minut na samym dole i około 30 minut na drugim poziomie - żeby kupić bilety na samą górę. Nie jest możliwe kupienie biletu od razu na sam szczyt.
  7. Na wieży Eiffla można również zjeść kolację w jednej z restauracji. Na pierwszym poziomie wieży Eiffela znajduje się restauracja 58 Tour Eiffel. Z jej okien widać Sekwanę i plac Troccadero. Menu waha się od 80 Euro za osobę do 170 Euro z widokiem na plac Troccaderro.
  8. Na drugim piętrze na wysokości 125 metrów znajduje się restauracja słynnego francuskiego szefa kuchni, Alaina Ducasse'a - Le Jules Verne. Łączy fantastyczną panoramę Paryża z kuchnią mistrza - francuskiego szefa kuchni uznawanego za najlepszego kucharza na świecie. Uwaga! – obowiązuje strój wieczorowy, krótkie spodenki i t-shirty nie są akceptowane. Niestety nie udało się nam sprawdzić cen na miejscu, ale podejrzewam, że ta opcja jest droższa od restauracji 58 Tour Eiffel.
  9.  Poziom trzeci ma dwie platformy odkrytą i zamkniętą. Tutaj można obejrzeć biuro Gustawa Eiffela, a także wypić lampkę szampana w bar à champagne koszt od 12 do 16 Euro w zależności od gatunku trunku i zrobić sobie zdjęcie na 281 metrze:).
  10. Najlepsze zdjęcia wychodzą na poziomie drugim  - tam jest większa przejrzystość powietrza - im wyżej tym panorama będzie bardziej zamglona.
  11. Najlepsze miejsca do fotografowania wieży Eiffla to:

·         Pola Marsowe
·         Plac Troccadero
·         Łuk Triumfalny – panorama Paryża chyba jeszcze lepsza niż z Wieży Eiffla.

12. W wakacje począwszy od godziny 20:00 Wieża Eiffla jest iluminowana. Pokaz trwa 5 minut i jest powtarzany co godzinę do północy. Ja obserwowałam go z placu Troccadero można go zobaczyć na moim Instagramie TUTAJ.

Jestem ciekawa Waszych opinii i wrażeń jeśli już odwiedzaliście stolicę mody. Mam nadzieję, że moje wskazówki odnośnie Eiffel Tower komuś się przydadzą.

Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia już niedługo z kolejnych atrakcji Paryża… i nie tylko:):):)

Ewa

























Photos by Stand Up Fashion

sukienka - monsoon
kardigan - zara
sandały - butik w Rzymie
bransoletka - byDziubeka
okulary - moschino
torebka - modalu
zegarek - michael kors

czwartek, 11 września 2014

powstałam z prochu...

Po tak długiej nieobecności w wirtualnych świecie (nie tylko na blogu), nawet nie wiem od czego zacząć. Wypadało by od usprawiedliwienia, może nikomu z Was nie jest ono potrzebne, ale ja czuję potrzebę powiedzenia, dlaczego dwa miesiące było pusto na blogu, Facebooku i innych portalach.

Najważniejszy powód, to taki, że potrzebowałam odpocząć od wszystkiego - od pracy, od rutyny, od zarwanych nocy na pisanie, od wszystkiego związanego z myśleniem. Nie chciałam pisać nic na siłę, ubierać się pod obiektyw, fotografować z przymusu i tworzyć wymuszonych postów. Chciałam poczuć znowu to samo pragnienie napisania i wrzucenia na bloga w nadziei na pozytywny odbiór. Chciałam poczuć chcieć znowu. Zajęło mi to miesiąc, po miesiącu znowu chciało mi się chcieć, ale jak już się zachciało to okazało się że czas wystrychnął mnie na dudka i nagle z dyscypliny długodystansowej przerzucił się z dziką rozkoszą na sprint. Stanęłam w boksach – a jak - i wciągnęłam się w szaloną pogoń po farby, śrubki, tapety, kleje, szpachelki i cały ten galimatias remontowy.  Pokój Wiktora, Julii i salon z kuchnią przeszły metamorfozę, czym nie omieszkam się pochwalić jak już wszystkie kropki białej farby znikną z szybJ.

Remont nas przerósł czasowo, ale daliśmy radę. Order bohatera w swoim domu spoczął dumnie na piersi Mójciona, chociaż on to odznaczenie wolałby schować głęboko do szuflady. Za to dla mnie wywołuje uczucie dumy i niedowierzania, że po dwudziestu latach razem jest mnie jeszcze w stanie zaskoczyćJ.

Nurzając się w białej farbie i kleju do tapet, ocknęłam się pierwszego września jak musiałam zmyć z głowy farbę do mebli, pokazać dłonie światu i zmierzyć się z nowym rozdziałem w życiu moich dzieci. Pierwsza i czwarta klasa – podwójne „szczęście” do ogarnięcia. Z mojego doświadczenia w ogarnianiu życia wynoszę, że lepiej mi idzie jak jest więcej niż mniej do ogarnięcia. W wakacje zawsze mam tysiące planów na kreatywne spędzanie czasu, a wychodzi zawsze tak samo… rozprężenie służy tylko wychodzeniu z łóżka o 12.00… co oczywiście jest bardzo przyjemne, ale poczucie winy, że mogłam wtedy to i tamto jest zbyt duże i w konsekwencji za bardzo boli.



Dzisiaj pokażę Wam tę część mojego życia, która nafaszerowana była zadaniami do granic możliwości. Moich też. Ale prawda jest taka, że im więcej ich mam tym lepiej potrafię się zorganizować. Pod koniec czerwca pokazałam Wam fotorelację z Integracyjnego Pokazu Mody „Razem Przez Sztukę”, który współorganizowałam. Odsyłam Was Tutaj po porcję fantastycznych zdjęć Agaty Kwiecień i informacje z pokazu. Dzisiaj cześć druga. Nie jestem w stanie zdecydować, które zdjęcia są bliższe mojemu sercu. Fotoreportaż Agaty oddał genialnie atmosferę jaka panowała podczas pokazu i pozytywną energię i autentyczne emocje jaką emanowały dzieciaki. Zdjęcia Sebastiana Szwajczaka – oddały genialnie naturę i osobowość każdego z naszych dzieciaków. Okazał się wspaniałym portrecistą ludzkich serc. Odgadł i zatrzymał w czasie ich piękne i prawdziwe oblicze.

Zapraszam więc Was serdecznie do obejrzenia niezwykłej sesji zdjęciowej, która odbyła się po pokazie. Mam nadzieję, że się Wam spodobają równie mocno jak mnie. Piszcie proszę co myślicie o takich eventach i o modzie wśród niepełnosprawnych. Liczę na Was!!!JJ.

Do zobaczenia już niedługo. A będzie m.in. bardzo romantycznie prost z Paryża, pojawią się zakamarki Trogiru i metamorfoza  wnętrzarska oraz reminiscencje z pokazu Silesia Fasion Look. We wrześniu będzie się działo na blogu. Mam nadzieję nadrobić kilka straconych miesięcy… ZapraszamJJ


Ewa















 organizatorki pokazu Marta Zyśko i ja:)


wtorek, 1 lipca 2014

garden party czyli urodziny w plenerze



Stosunek do własnych urodzin mam ambiwalentny. Z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej chciałabym o tym zapomnieć. 

Cieszę się jak z każdej okazji do świętowania z przyjaciółmi. Do spotkania i rozmowy i czasami wspólnego bredzenia poplątanymi językami. Do wyznań jedynych w swoim rodzaju, podsycanych kolorowymi trunkami i myślą o zbliżających się wakacjach.

O powodzie do spotkania jakoś nie myślę, chyba po prostu źle znoszę dysonans między tym na ile czuję upływające lata i jeszcze świeżą pamięcią nastoletnich imprez…

No i dochodzi jeszcze dosyć istotna kwestia przygotowania imprezy. U mnie stanowi ona dosyć istotną część i w kwestiach zarówno finansowych, jak  i czasowych, ale także  organizacyjnych. Jako szczęśliwa posiadaczka dwójki pacholąt muszę to wszystko tak zorganizować, żeby impreza była przynajmniej znośna również dla nich. W tym roku było szczególnie trudno.  Impreza w mieszkaniu odpadła w przedbiegach. Głownie za sprawą poważnych braków w umeblowania, szczególnie tych, na którym można usiąść. Z pomocą przyszła mi oaza spokoju moich teściów, którzy użyczyli mi miejsca i udzielili pozwolenia na radosne plądrowanie obfitości  owoców lata.

Miałam jeszcze jednego pomocnika, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć. Portal  internetowy pyszne.pl  gdzie w jednym miejscu znalazłam wszystkie restauracje serwujące jedzenie na wynos z dojazdem do klienta. Rozwiązanie idealne na imprezę i przy tym banalnie proste nawet dla laika komputerowego. I tego było mi trzeba.  Ktoś kto przygotuje za mnie najbardziej czasochłonną część imprezy.  Wybór był dla nas oczywisty  -  koniecznie jakiś bar sushi. Wybrałam Sakanę i jak zwykle się nie zawiodłam. Impreza w plenerze w połączeniu z moim ukochanym jedzeniem jawiła mi się jako impreza idealna.

W przerwach miedzy torem przeszkód na szczudłach i zabawy w chowanego dzieciaki szalały pośród grządek. Umazane poziomkami i czekoladą buzie tworzyły nowe przepisy kulinarne godne samego Modesta Amaro.  Działo się, szczególnie część dorosła imprezy wyglądała niczym kadr z filmu latający dom spokojnej starości. Murowana altana z fotelami z PRL-u na ganku, cerata na stoliku, kilkoro przyjaciół  pod kołdrami z owczej wełny kupionymi za dwie pensje zaśmiewa się do łez z tych samych kawałów co 10 lat temu, popijając napoje wyskokowe, zagryzając sushi  i pijąc herbatę w szklankach na spodeczku. 

To była idealnie surrealistyczna impreza. 

Dziękuję kochani!

Do zobaczenia

Ewa




























Photos by Stand Up Fashion

w roli wspaniałego upiększacza stołu - słoje dekoracyjne od - tendom.pl


Choose your language

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...